Jeżeli czytacie ten artykuł, oznacza to, że senacka prognoza wyborcza US midterms 2026 została już przeze mnie opublikowana. Pod tym linkiem będzie ona na bieżąco aktualizowana. Na razie nie obiecuję codziennych aktualizacji, ale wraz ze zbliżaniem się wyborów i pojawianiem się większej liczby sondaży zapewne staną się one codziennością.
Model do Izby Reprezentantów nie jest jeszcze gotowy i nie pojawi się w najbliższej przyszłości. Prognozę dla Izby opublikuję najwcześniej we wrześniu. Wielkiej niespodzianki jednak nie będzie. Na ten moment Demokraci są zdecydowanymi faworytami do odzyskania w niej większości.
Dzisiaj chciałbym się przyjrzeć trochę bliżej wyborom do Senatu. Na stronie z prognozą możecie znaleźć interaktywną mapkę z prognozą dla każdego stanu, czyli same suche dane. Tutaj chciałbym dodać zarys sytuacji i kilka dodatkowych danych.
Wyborcza mapa sprzyja Republikanom
W Senacie USA zasiada 100 senatorów wybieranych na sześcioletnią kadencję. Każdy stan reprezentuje dwóch senatorów, niezależnie od liczby jego mieszkańców. Wybory odbywają się jednak co dwa lata i za każdym razem wybierana jest około jedna trzecia składu izby wyższej.
W 2024 roku, podczas wyborów prezydenckich, Donald Trump wygrał aż w 31 stanach. Oznacza to, że gdyby w ciągu sześciu lat Republikanie wygrali wszystkie wybory senackie w każdym z tych stanów, posiadaliby 62 ze 100 miejsc w Senacie, czyli ogromną większość, która przełamuje filibuster. Co więcej, nawet podczas porażki w 2020 roku Trump zwyciężył w 25 stanach, czyli dokładnie w połowie. Gdyby Demokraci przez sześć lat wygrywali wszystkie wybory senackie w stanach, w których zwyciężył Joe Biden, mieliby jedynie 50 mandatów i byliby uzależnieni od rozstrzygającego głosu wiceprezydenta.
Na powyższej mapie przedstawione są wyniki wyborów prezydenckich z 2024 roku w stanach, w których w listopadzie odbędą się wybory do Senatu. Kolorem niebieskim oznaczono stany wygrane przez byłą wiceprezydent Kamalę Harris, a czerwonym te, w których zwyciężył obecny prezydent Donald Trump. Gradacja kolorów odpowiada skali przewagi: powyżej 15 pkt proc., od 10 do 15 pkt proc., od 5 do 10 pkt proc. oraz poniżej 5 pkt proc. Jak można zauważyć, nie ma ani jednego stanu, w którym przewaga Trumpa nad Harris mieściła się w przedziale od 5 do 10 pkt proc.
Gdyby Republikanie wygrali we wszystkich stanach, w których Trump zwyciężył w 2024 roku, uzyskaliby większość 54 do 46, a więc nieznacznie powiększyliby przewagę, którą posiadają obecnie. Demokraci bronią jednak w tym roku dwóch stanów, w których dwa lata temu wygrał Trump, czyli Michigan i Georgii. Republikanie z kolei bronią jednego stanu wygranego przez Harris, czyli Maine.
Droga Republikanów na papierze wydaje się prosta. Jeszcze dwa lata temu mogło się wydawać, że większość GOP została zabetonowana na co najmniej cztery lata. Wystarczy w tym roku wygrać wszystkie stany, w których przewaga Trumpa w 2024 roku przekroczyła 15 pkt proc., oraz cztery z pięciu stanów, gdzie mieściła się w przedziale od 10 do 15 pkt proc.
Demokraci do zdobycia większości potrzebują odbić cztery stany z rąk Republikanów i jednocześnie utrzymać wszystkie własne, w tym Georgię, Michigan, New Hampshire i Minnesotę. Pierwszym i najbardziej oczywistym celem na pierwszy rzut oka powinno być Maine, które w 2024 roku wygrała Kamala Harris. W praktyce jednak znacznie łatwiejsza wygrana może czekać ich w Karolinie Północnej, gdzie były gubernator Roy Cooper zmierza do pewnej wygranej w stanie, który Trump wygrywał trzykrotnie. Kolejne dwa cele są już znacznie trudniejsze. Demokraci muszą wygrać dwa stany, w których przewaga Trumpa w 2024 roku przekroczyła 10 pkt proc. W grę wchodzą Teksas, Ohio, Iowa, Alaska, Kansas oraz Floryda.
Na ratunek Demokratom przyszedł jednak sam Donald Trump. Notowania prezydenta biją dziś rekordy niepopularności, co jest wodą na młyn dla Demokratów. Wybory połówkowe są przecież swoistym referendum nad urzędującym prezydentem. Fundamenty, wyniki wyborów oraz prawybory w Waszyngtonie sugerują, że w listopadzie może nadejść niebieskie tsunami większe niż w 2018 roku, podczas wyborów w trakcie pierwszej kadencji Trumpa.
Sondaże krajowe nie pokazują jeszcze aż tak fatalnej sytuacji Republikanów, o czym trochę już wcześniej pisałem. Aktualnie modelowany na potrzeby tej prognozy wynik głosowania powszechnego w kraju to D+6,8 pkt proc., czyli ponad 8 pkt proc. w lewo względem 2024 roku. Jestem mocno przekonany, że wartość ta obecnie niedoszacowuje Demokratów, ale model nie uwzględnia moich opinii.
Ma to jednak znaczenie głównie w stanach, które nie będą decydować o większości w Senacie. W najważniejszych wyścigach mamy już sporo sondaży stanowych, które uważam dziś za znacznie bardziej miarodajne niż sondaże krajowe, i to właśnie one mają tam decydującą wagę.
Na poniższym wykresie przedstawione są symulowane, prognozowane wyniki wyborów do Senatu w 13 najbardziej konkurencyjnych stanach. Jak można zauważyć, dwa z trzech tradycyjnych swing states, czyli Georgia i Karolina Północna, są dziś wyraźnie po stronie Demokratów. W pięciu stanach prognozowana różnica wynosi obecnie mniej niż 3 pkt proc. Są to Maine, Ohio, Michigan, Teksas i Alaska.
W blisko trzech czwartych symulowanych scenariuszy to właśnie jeden z tych stanów decyduje o większości w Senacie. Największe szanse na odegranie tej roli ma Alaska, która była stanem rozstrzygającym w aż 19% symulacji.
W momencie premiery prognozy Demokraci mają 51% szans na zdobycie większości w Senacie. To znacznie więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać jeszcze rok temu. Duże znaczenie dla ich dobrej sytuacji ma również dobór odpowiednich kandydatów. Swoje szanse pogorszyli właściwie tylko w Michigan, nominując progresywnego Abdula El-Sayeda. Z kolei w Maine, Ohio, Iowa i na Alasce wystawili najmocniejszych możliwych kandydatów. Republikanie pomogli im także w Teksasie, nominując Kena Paxtona, który jest znacznie bardziej toksycznym kandydatem, niż wielu osobom się wydaje.
Wybory już za niespełna 3 miesiące.


